"Worek kości" - Stephen King

Toporna historia o cierpieniu, oddaniu oraz miłości. Choć początek wydaje się prologiem do wybuchu akcji, to z każdą przeczytaną stroną przychodzi niesmaczne rozczarowanie. Michael Noonan, poczytny pisarz, nie radzi sobie po nagłej, tragicznej śmierci żony. Rozpacz nie pozwala mu przełamać twórczy zastój, wyjeżdża więc do letniego domu, gdzie przeżył z żoną wiele wspólnych cudownych chwil, by jakoś sobie poradzić. Jednak nic z tego, nic mu nie idzie. Ponadto, trochę nieświadomie zostaje wplątany w konflikt tubylców, tajemniczo podsycany przez nadprzyrodzone siły. Ciężka historia - nawet dla zagorzałych fanatyków Kinga, Mistrza Horrorów, nie mówiąc już o tych, którzy jego twórczość traktują obojętnie. Taka jest właśnie cała ta historia - jakby obojętna. Akcja posuwa się do przodu, ale nieznacznie, ciągle tkwimy w tym samym punkcie. Sam King prawdopodobnie nie miał pomysłu na tę historię, o czym świadczą opisy akcji w kuchni, kiedy Noonan je obiad, otwiera piwko, popija, otwiera lodówkę, wyjmuje jedzenie i tak dalej, i tak dalej. Wygląda to jak historia prowadzona przez pisarza-licealistę, a nie chrzczonego przez tysięcy poważnego tekściarza. Nie wyszło tym razem, zdecydowanie nie wyszło.

 
mieszkanie do wynajęcia warsza - projektowanie stron www konin - strony internetowe - opony zimowe - zdjecia dziewczyn - konto bankowe - system zarządzania rezerwacjami - Dachy Warszawa - jysk - domy sopot - Łazienki - sklep z bielizną - Ubranka Niemowlęce - wieczór kawalerski - domki stacjonarne